Psie Perypetie

Z życia zwariowanego zwierzyńca

Wpisy

  • niedziela, 17 czerwca 2012
    • PRZENOSINY

      Blog zostaje przeniesiony!

      Od dziś piszemy na nowy adres, w innym serwisie. Obecny niezbyt mnie satysfakcjonuje. Po jakimś czasie wpisy z bloxa zostaną usunięte. Nowy blog znajduje się aktualnie w stanie surowym, jednak prace nad nim trwają na bieżąco i już teraz serdecznie zapraszamy. :)

      http://psieperypetie.blogspot.com/

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      psieperypetie
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2012 15:33
  • sobota, 16 czerwca 2012
    • Nie dla wszystkich chodnik

       Sąsiedztwo ma to do siebie, że każdy czuje się panem i władcą w obrębie miejsca swojego zamieszkania. Zasada jest prosta: płacę, więc jestem. Generalnie fakt nie zalegania z czynszem czy przynależności do "blokowej śmietanki towarzyskiej" wystarczy, by poczuwać się do roli władcy całej okolicy. A jak to zwykle bywa w królestwie, głos mają jedynie ci, którym zostanie on udzielony. Innymi słowy wazeliniarze, omnibusy i starsze panie. Reszta siedzi zwykle cicho pod groźbą wytykania palcami, złośliwych spojrzeń i obawy przed zawracaniem głowy. Wiadomo, ludzie chcą mieć spokój, więc zwykle odpuszczają.

      Raz na jakiś czas zdarzy się jednak taki kamikadze, który to nagle zaczyna domagać się swoich praw (świat się wali). Zwłaszcza, gdy za nic ma sąsiedzkie plotki i dumnie kroczy po osiedlowych włościach z nadpobudliwym Cielakiem vel Wiewiórzasta Gadzina i nietoperzowatym Niszczycielem Zmysłu Węchu.

      ©M.E.Zielińska

      Idzie sobie taki człowieczek wraz z eskortą, nie szuka kłopotów, aż napotyka mieszkającego obok, gburowatego kierowcę autobusu, ze swoim psem, rozwalonym na całą szerokość chodnika. Oczywiście Pan Nadęty nie uważa, jakoby miał robić coś złego i papla w najlepsze z sąsiadem. Myślę sobie: "e tam, zaraz skończy i pójdzie w swoją stronę", po czym obieram okrężną drogę (ach ta moja spokojna natura!), lecz ten manewr nie zdaje egzaminu. Jak stał, tak stoi, a czarny labrador - który z kolei świętością zwykle nie grzeszy - drzemie w najlepsze na środku drogi. Spróbowałam okrążyć psa, lecz amstaffiasta się zbuntowała. Zaczęło się wyrywanie, warki, szczeki i próba opanowania sytuacji. Na tę scenę zupełny brak reakcji z drugiej strony. Przecież szanowny Władca Chodnika nie ruszy czterech liter, byłoby to dla niego ujmą. Ruter wyśliznął się z obroży i poleciał do labradora, od którego natychmiast został iście po chamsku odpędzony. O nie, już za wiele, jak na moje wyświechtane nerwy. Tak rozpętała się wojna na słowa. Udzieliwszy bogato ubarwionej reprymendy i zakończywszy zwadę zwycięskimi słowami "burak i prostak", opuściłam pole bitwy.

      Od tamtego pamiętnego dnia rzeczony Pan Nadęty zdaje się skutecznie nie wchodzić mi w drogę. Gudaska natomiast dzielnie wypatruje samozwańczych władców osiedla. Chodnik dla wszystkich, a jakże!

      ©M.E.Zielińska

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      psieperypetie
      Czas publikacji:
      sobota, 16 czerwca 2012 16:51
  • czwartek, 24 maja 2012
    • Specyfika wyjazdów

      Kilka dni upłynie mi bez stukotu psich łap, węszenia za moim obiadem i konieczności omijania rozłożonych w przedpokoju psich kończyn. A to dlatego, że Gudi i Ruter zostali wywiezieni na działkę. Ponieważ nie byłam niczym zajęta, tak sobie poobserwowałam zachowanie czterołapów podczas przygotowań do wyjazdu. Niby to, co zwykle. Nie mogły usiedzieć w miejscu z podekscytowania, machały łopatami i popiskiwały. Na widok samochodu drżenie wszystkich mięśni, trzeba do niego jak najszybciej wskoczyć, bo jeszcze przypadkiem ktoś zostawi pieseczki.

      Wyjazdy w poszczególne miejsca różnią się sposobem przygotowań w zależności od długości pobytu i jego jakości. Moje Bestie zdają się świetnie to wyczuwać. Doskonale wiedzą, kiedy wybieramy się na jednodniową wycieczkę nad wodę, kiedy szykuje się dłuższy pobyt na działce, a kiedy jest to wyłącznie długi spacer, odwiedziny u bliskich czy wizyta w lecznicy. I na każdą z tych okazji wykazują zupełnie inne przejawy ekscytacji.

      ?M.E.Zielińska

      Racjonalna część umysłu każe sobie tłumaczyć, że przecież zwierzęta doskonale wyczuwają ludzkie emocje. Wiedzą o towarzyszącym nam stresie choćby podczas pakowania i zapamiętują schematycznie wykonywane czynności oraz kojarzą ich następstwa. Pies wie, że czeka go nagroda, możliwość wybiegania się. Gudi i Rutek widocznie świetnie opanowali tę umiejętność. Ale poza tym jest jeszcze przywiązanie. Ci dwoje zawsze pilnują swojej rodziny, a może raczej tego, by to rodzina ich pilnowała. O swoje interesy w każdym razie potrafią zadbać.

      Ta radość z wyjazdu jest niesamowita - gdziekolwiek by on nie był. Nic dziwnego, jak czeka tyle przyjemności. :)

      ?M.E.Zielińska

      ?M.E.Zielińska

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      psieperypetie
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 maja 2012 14:27
  • czwartek, 12 kwietnia 2012
    • "Czy ona miała szczeniaki?"

      ... "A czy będzie mieć?" Te i inne pytania zadawali niektórzy z przechodniów, widząc ganiającą po działce Gudaskę. Otóż nie, nie miała i z całą pewnością mieć nie będzie! A to dlatego, że wczorajszego dnia przeszła sterylizację.

      Do ostatniej chwili byłam całkowicie spokojna, jednak w gabinecie zaczęły ogarniać mnie rozterki. To bezradne spojrzenie i rozjeżdżające się łapy po otrzymaniu zastrzyku... Czułam się okropnie, zostawiając psinę w takim stanie zupełnie samą. W domu obijałam się po kątach w oczekiwaniu na telefon bite trzy godziny i odetchnęłam dopiero wtedy, gdy Ruda znalazła się już na własnym posłaniu. Przez cały wieczór była doglądana i wszystko wydawało się w porządku. Do czasu, aż nie zauważyłam krwawych śladów na ściągniętym do połowy fartuszku. Zaraz panika, podniesienie alarmu i dokładne oględziny. Na szczęście szwy całe, widocznie z rany wyciekło trochę krwi z innymi płynami, ale nic nie zostało rozerwane. Mimo wszystko założyłam suce kaganiec. Poprawiłam też zabrudzone ubranko i lulu. Wstałam około trzeciej, by sprawdzić czy wszystko gra. Suka popiskiwała przez sen, ale poza tym spokój, więc położyłam się z powrotem. Gdy wszyscy smacznie spali, Młoda zdążyła narozrabiać, bo trzy godziny później zobaczyłam, że kaganiec jest tylko przewieszony przez szyję, troczki z fartuszka porozrywane, brzuch odsłonięty, a na podłodze leżą wymiociny. Napracowała się dziewczyna, nie ma co! To, co zabrudzone poszło do prania, troczki zostały niezgrabnie przymocowane z powrotem do fartucha, a kaganiec znów wylądował na mordce. Później wymiotowała jeszcze cztery razy. Nie chciała też jeść, ledwo się ruszała. Ruter niekiedy poleżał obok niej, jednak wolał trzymać się na odległość.

      ©M.E.Zielińska

      Po pewnym czasie udało mi się nakłonić Wiewiórzastą do zjedzenia odrobiny kurczaka z ryżem. Obeszło się bez zwrotów, co troszeczkę mnie pokrzepiło. Ale naprawdę mogłam głęboko odetchnąć dopiero po wizycie kontrolnej. Piesa została obejrzana, ze szwami wszystko dobrze, humorek zaczął wracać, a wraz z nim i apetyt. :) Pożyczono nam też nowy fartuch - bardziej wytrzymały - do czasu, aż nie zreperuje się poprzedniego. Jedyną rzeczą, o którą trzeba się martwić jest natomiast śledziona. Podczas zabiegu okazało się, że jest ona niepokojąco duża i Gudi nie może sobie na razie pozwolić na szaleństwa czy skakanie. To niestety oznacza, że tymczasowo musimy dać spokój z frisbee. Jak sunia wydobrzeje, udamy się na badania i zobaczymy, co dalej. Teraz rekonwalescencja. Coś mi się wydaje, że Młoda szybko dochodzi do siebie, bo już śledzi maślanym wzrokiem, co też smacznego mają akurat domownicy. :)

      ©M.E.Zielińska

      Podczas wizyty w gabinecie weterynaryjnym zapytałam przy okazji o możliwą przyczynę wybarwiania się Ruterkowego nosa. Najprawdopodobniej jest to defekt genetyczny, który nie ma wpływu na zdrowie Kochasia. Póki trufla nie jest zbyt miękka i bez żadnych ranek czy innych świństw, nie ma powodu do zmartwień. Uff...

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      psieperypetie
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 kwietnia 2012 16:26
  • poniedziałek, 05 marca 2012
    • Wolnoć Tomku w swoim domku!

       Nigdy specjalnie nie przepadałam za okolicą, którą zamieszkuję. Choć mieści się ona z dala od głośnego centrum, pełno tu wścibskich oczu, od których nie sposób uciec. Zawsze wiadomo, kto zrobił, co i z kim. Przed oknami zbierają się grupki starszych pań, nie mające najwyraźniej nic lepszego do roboty, niż rozprawianie na temat swoich sąsiadów. W dodatku wszystko im przeszkadza. Gdy nie sprzątało się po psach, było źle, teraz człowiek sprząta - jeszcze gorzej. -.^ Wychodzi się z czworonogiem w kagańcu i od razu brany on jest za agresywną bestię, czyhającą na bawiące się dzieci. Można sobie w takim razie wyobrazić, co się dzieje, kiedy to właściciel zamierza poćwiczyć z pupilem posłuszeństwo czy elementy agility na świeżym powietrzu.

      Nigdy nie lubiłam plotek i zawsze starałam się ich unikać. Najłatwiej było zwyczajnie nie dostarczać takim wszędobylskim tematów do rozmów. Chodziłam więc z psami tam, gdzie ryzyko było najmniejsze, a zbliżając się do potencjalnej strefy zagrożenia, uruchamiałam dopalacze i czym prędzej kierowałam się w stronę klatki schodowej. Co za szczęście, że współegzystowanie ze zwierzętami tak ośmiela człowieka. :D W końcu przestaje się dostrzegać wszędzie gapiów. A niech sobie będą, niech plotkują. Ja tam idę ćwiczyć z psami. ^^ Szkolenie za pomocą wywoływania pozytywnych bodźców ma to do siebie, że właściciel czasem robi z siebie kompletnego idiotę, by wzmocnić w zwierzęciu dane zachowanie. Mówi się nadnaturalnie wysokim głosikiem, entuzjastycznie chwali, klaszcze i przyjmuje dziwne pozycje. Jak odbierają to ludzie, to już ich sprawa. Grunt, że psina zadowolona i czegoś się uczymy. :)

      ?M.E.Zielińska

      Osobną kwestię stanowi szczekanie. Gdy jest ku temu powód, Ruter (jak na sznaucera przystało) ujada, ile sił w psich płuckach. Gudi natomiast oszczędnie rozdysponowuje tym aspektem, jednak donośny szczek suki daje jej ogromną siłę przebicia. W trosce o komfort współmieszkańców bloku, wypada ograniczać takie akcje. Nikt wprawdzie nie może winić psa za szczekanie, gdyż jest to jego naturalna reakcja. Oczekując jednak szacunku od innych, im również należy go zapewnić. Trzeba pamiętać, by swoim postępowaniem nie szkodzić. A ponieważ robi się coraz cieplej, psiskom może zabraknąć energii na szczekanie, gdyż zamierzamy dobrze wykorzystać tę porę. ;)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      psieperypetie
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 marca 2012 16:14
  • niedziela, 08 stycznia 2012
    • Beztroski, jak sznaucer wśród traw

       Z początkiem roku namieszało się w moim i tak już pokręconym życiu, o czym zresztą może świadczyć ślimacze tempo blogowania w ostatnim czasie. Zaliczyłam kilka upadków, tak dosłownie, jak i w przenośni, rozpoczęłam intensywny trening i straciłam rachubę w ocenie stanu rzeczywistości. Wszystko mnie boli, a z mózgu zrobiła mi się galaretka. Mam chociaż nadzieję, że o smaku kiwi. Mimo wszystko zaczynam łapać tempo i całkiem nieźle mi to wychodzi, więc także moja blogowa aktywność wzrośnie. 

      Czterołapom widać udziela się mój nastrój. Ostatnio dzielnie znosiły moje niedomogi i grzecznie zajmowały się sobą, głównie leżąc na posłaniach oraz spoglądając tęsknym wzrokiem na domowników. Gudi czasem zdobyła się na jakiś jęk przy zmianie pozycji i kilka westchnień. Spacery też upływały nam raczej monotonnie. Teraz wraca nam energia, motywujemy się na całego. Widać nowe zajęcia zaczynają dawać efekty i nastrajają pozytywnie. (: Już zaczynam myśleć o wiośnie i czekających nas wyzwaniach. Przypomina mi się widok ogoniastych buszujących wśród traw. Gudi, koszącej wszystko, co napotka na swej drodze i Ruterka, który z zaangażowaniem wyłapuje każdy najdrobniejszy zapaszek. Z Kochasiem mogłabym tak spacerować bez końca. 

      I oby ten rok był tak beztroski, jak on.

      ?M.E.Zielińska

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      psieperypetie
      Czas publikacji:
      niedziela, 08 stycznia 2012 17:11
  • wtorek, 26 kwietnia 2011
    • Przejechać się za psem

      Wychowywanie psa po przejściach do prostych zadań nie należy. Szczególnie, gdy z reguły potulne Cielę za nic ma określenie "potulne", jak tylko obcy czworonóg wykaże nim zainteresowanie. Wówczas zdezorientowane psisko jeży grzbiet i bacznie obserwuje przybysza, wydając z siebie pojedyncze burknięcia. W takich chwilach staram się reagować natychmiastowo. Uspokajam amstaffkę, odchodząc z nią na bezpieczną odległość i zajmuję czymś, by poczuła się swobodniej w obecności swych pobratymców.

      Zdarzenia mają jednak to do siebie, że z dnia na dzień lubią przybierać inny obrót. I tak po wspaniałym spacerze, na którym pies był niesamowicie posłuszny i wpatrzony we mnie jak w obrazek nadszedł kolejny, dosłownie targający za sobą upokorzenie.

      Jako że Natura obdarzyła mnie tylko jedną parą oczu, w dodatku usytuowaną z przodu głowy, pole mojego widzenia niestety nie wynosi 360°. Czasem więc nie dostrzegę czającego się za rogiem psiego szaleńca, zbliżającego się w stronę mojej suni. Choć niejednokrotnie wykazywałam się w takich sytuacjach wprost niebywałym refleksem, nie obyło się bez zaliczenia kilku przejażdżek. Jak to wygląda? Nie trzeba geniusza, by wyobrazić sobie drobną osóbkę, szorującą tyłkiem po ziemi parę ładnych metrów za rozjuszonym Bydlątkiem na drugim końcu smyczy, próbującym odstraszyć napastnika. Takich właśnie przejażdżek doczekałam się w całej Gudaskowej karierze aż (a może i tylko?) trzy.

      Nieco pocieszenia daje świadomość, iż Gudi nie rzuca się innym psom z zębami do gardeł. Odpędza i z powrotem jest uroczą, roześmianą mordeczką. To zupełnie tak, jakbym miała dwa psy w psie. Ale, ale! Szkolenie w trakcie i poddawać się nie zamierzam. :)

      ©M.E.Zielińska

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      psieperypetie
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 kwietnia 2011 19:12

Kategorie

Kanał informacyjny

KONTAKT
e-mail: m.zielinska94@gmail.com

Odwiedziło nas:


RUTER

GOODNESS

KLINEK

FIDEL

BARNABY