|
GOODNESS RUTER |
Blog > Komentarze do wpisu
Pan Pocieszacz
Znowu coś nie wyszło, znowu nie tak, jak bym sobie tego życzyła. Ogólna złość i bezradność w obliczu chwili, na którą nie mam już wpływu. Stało się i trzeba się z tym pogodzić. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, muszę posiedzieć w spokoju i polamentować. Siadam na podłodze w kuchni, zamykam oczy i... Tup tup tup... Odczep się - myślę, wciąż pozostając w bezruchu. Jakby odczytał moje myśli i postanowił zrobić zupełnie im na przekór, bo wsuwa mi łepek między kolana. Otwieram jedno oko. Mam przed sobą dwie okrągłe kule, niby ze szkła, które wpatrują się we mnie z uwagą. Znowu zamykam oko. Może stwierdzi, że śpię i da spokój. Uchylam powiekę... Nie. Jeszcze jedna próba... Na nic. Teraz ociera się, wciska pysk pod kolana. Otwieram oczy, co natychmiast zauważa. "Tu cię mam!" - Zupełnie jakby chciał wykrzyczeć. Zaczyna podbijać mi łepetynką dłonie, na co reaguję automatycznie. Kochaś wydaje serię podekscytowanych westchnięć, kręci się w kółko, skręcając tył, jakby chciał dosięgnąć ogonka, urządza wariacje, aż wreszcie kładzie łapki na moich kolanach. Oj, ma mnie. Naprawdę ma! :O Prostuję nogi i klepię się energicznie po udach. On wskakuje, opiera mi łapy na ramionach i wtula się. W tym momencie czuję, że wraca mi chęć do życia. Spryciarz wie, co na mnie działa. To co... spacerek? x) niedziela, 05 lutego 2012, psieperypetie
TrackBack
|
Pozdrawiam :)