|
GOODNESS RUTER |
Blog > Komentarze do wpisu
Kto ma piłkę, ten ma władzę!
Bardzo lubię określenie "spacerowa piłka". Szczególnie dlatego, że sam jej widok wywołuje u moich ogoniastych niesamowite emocje. Skupienie i pełna motywacja. Pani atrakcyjna, gdyż trzyma przedmiot pożądania. Zaraz się pobawimy, będzie ciekawie. Tak widzi to pies. Ja tymczasem wyciskam sok z tej cytrynki, aż kostki u palców nie zbieleją. ;) Obydwa moje psy mają swoje specjalne piłeczki, dopasowane do indywidualnych wymagań. Generalnie piłki, jak piłki. Okrągłe, gdzieniegdzie naznaczone psimi zębami. Z pozoru nic niezwykłego. Jednak "specjalnymi" czyni je właśnie zastosowanie. Gdy wyciągam zza pleców dobrze amstafficy znaną, mocną piłkę z kauczuku, przestaje ona zwracać uwagę na cokolwiek innego. Nie interesują ją inne psy, obwąchiwanie ziemi czy przechodnie. Gudi już czeka na polecenia. A ponieważ nie kto inny, tylko JA dzierżę magiczny artefakt, dyktowanie reguł zależy ode mnie. ^^ Gudi wykonuje ćwiczenia, choć niekiedy dość nieporadnie, a gdy już dorwie swoją nagrodę, niesie ją dumnie w pysku tak długo, jak tylko się da. Ruterkowy naturalnie również przepada za zabawą swoją piłeczką. Jest ona mniejsza, by pasowała do sznaucerowej mordki oraz wykonana z mniej trwałego plastiku. Daje jednak Kochasiowi całe mnóstwo przyjemności. Ale choćby nawet była najlepsza na świecie, najciekawsza i najprzyjemniejsza do gryzienia, mimo wszystko istnieje pewien element, bez którego piłka będzie leżała godzinami w kącie. Mianowicie właściciel. Mogłam się o tym przekonać w dosyć prosty sposób. Gdy zajmowałam się któregoś dnia wymęczaniem psów przy pomocy treningowych piłek i siedziałam akurat z Goodnessą, usłyszałam w pewnym momencie popiskiwanie ze strony Ruterkowego leżyska. Oderwałam się natychmiast, by sprawdzić czy po wyczerpującej zabawie z Chłopaczkiem nie zaczęło dziać się coś nieprzyjemnego. Ten czekał w pozycji leżącej, z piłką między łapami i merdał ogonkiem. Dopiero co ledwo zipał po naszych wariacjach, a gotowy był na więcej. Gudi zresztą tyczyło się to samo. Ha, a ja później zastanawiam się, skąd to zmęczenie. ^-^' Ale cóż, uwielbiam tę psią radość. Treningi idą nam tymczasem - mam nadzieję - coraz lepiej. Piechy całkiem ładnie pracują, chociaż brak im cierpliwości. Nad tym też ostatnio się skupiamy, chociaż jak do tej pory eksperyment przyniósł mi fangę w nos od już-się-uspokoiłam-mogę-zacząć-skakać-na-panią-w-dzikim-szale-Cielaczyny. Aj tam, bolało tylko chwilę, a efekty u psa mają być trwałe. ;) poniedziałek, 05 grudnia 2011, psieperypetie
TrackBack
|
U nas niestety wszelkie zabawki mają wartość minimalną.